wtorek, 29 sierpnia 2017

Oliwki po marokańsku

Jeden z moich ukochanych wakacyjnych smaków i jedna z najlepszych pamiątek z Marrakeszu. Oliwki pachnące miętą, mocno pikantne, pożerane tonami w czasie codziennego szwendania po zakamarkach medyny. W domu co roku odtwarzamy ich smak - z bagietką i polskim sierpniowym pomidorem smakują równie wybornie.
Korzystam póki jeszcze mamy słońce... i ogródkową miętę.




Oliwki po marokańsku


Składniki:

  • 170g zielonych oliwek bez pestek (odsączonych z zalewy)
  • 1 łyżeczka b.drobno posiekanych kiszonych cytryn lub 1-2 łyżeczki soku z cytryny
  • 1/2  łyżeczki syropu z agawy (lub płynnego miodu)
  • 1 ząbek czosnku
  • mały pęczek mięty
  • mały pęczek pietruszki
  • 1/4 łyżeczki mielonego kuminu (kminu rzymskiego)
  • świeże chili  lub suszone (wtedy najlepiej takie suszone w płatkach lub w całości)
  • kilka/kilkanaście łyżek oliwy z oliwek


Przygotowanie:
Czosnek przeciskamy przez praskę, zioła i chilli siekamy drobno.
Oliwki (bez zalewy) mieszamy z syropem z agawy, mielonym kuminem, posiekanymi ziołami, chilli i kiszoną cytryną (albo sokiem z cytryny).
Zalewamy oliwą do ok 1/4 -1/3 wysokości (oliwę później zjadamy maczając w niej bagietkę) i mieszamy dokładnie całość (np potrząsając zakręconym słoikiem).
Odstawiamy do lodówki na kilka godzin (min 2-3).





2 komentarze:

  1. zawsze, kiedy kupujemy oliwki mówimy, że w końcu musimy sami zrobić i potem zapominamy, i tak do następnych zakupów; muszę się w końcu zmobilizować :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ostrożnie, bo uzależniają ;-)

    OdpowiedzUsuń