Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zupy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zupy. Pokaż wszystkie posty
wtorek, 15 października 2019
Zupa krem z dyni i fasoli
Dziś coś dla tych, którym wiecznie brak białka w roślinnej diecie, lub tych, którym znudziły się klasyczne wersje zupy dyniowej. Ta powstała u nas co prawda przez przypadek, kiedy rozpędziłam się w produkcji dyniowego musu i kombinowałam gdzie upchnąć jego nadwyżki, ale wracamy do niej cyklicznie :) Pięknie łączy słodki smak pieczonej dyni i aromat mojego ukochanego marokańskiego kremu z fasoli. Polecam gorąco :)
poniedziałek, 8 października 2018
Zupa krem z pieczonej papryki (najprostsza)
Jesień przyniosła ze sobą apatyt na gorące zupy i aromaty pieczonych warzyw, a dzisiejszy przepis to odpowiedź na obie z tych potrzeb. W bonusie dostajemy szybki i prosty posiłek i boski zapach pieczonej papryki roznoszący się po całym domu.
Bardzo polecam, póki na straganach dobrej jakości papryka, kosztuje stosunkowo niewiele.
Bardzo polecam, póki na straganach dobrej jakości papryka, kosztuje stosunkowo niewiele.
niedziela, 26 lutego 2017
Wege ramen z boczniakami
Jedną z naszych milszych weekendowych tradycji, stało się cotygodniowe gotowanie bulionów.
Poza klasyczną włoszczyzną, lądują w nich wszystkie niezagospodarowane w tygodniu warzywne resztki (grubsze łodyżki natki pietruszki, głąb brokuła czy zielone części pora) i kilka przypraw (kilka ziarenek jałowca, pieprzu, ziela angielskiego i liść laurowy).
Poza klasyczną włoszczyzną, lądują w nich wszystkie niezagospodarowane w tygodniu warzywne resztki (grubsze łodyżki natki pietruszki, głąb brokuła czy zielone części pora) i kilka przypraw (kilka ziarenek jałowca, pieprzu, ziela angielskiego i liść laurowy).
Wszystko to po długim powolnym gotowaniu daje aromatyczny wywar, doskonały do szybkich dań przyrządzanych w ciągu tygodnia. Bez takiego domowego bulionu, risotto czy kaszotto nie byłoby nawet w połowie tak pyszne jak trzeba. Nie zaistniałby też bez niego żaden wege rosół, czy ten klasyczny "prawie polski" czy taki inspirowany japońską kuchnią - wege ramen.
Dzisiejszy ramen jest ciut spolszczony boczniakami (w miejsce shiitake), ale równie pyszny i rozgrzewający jak oryginał. Kiedy mamy już dobry domowy bulion, jego przygotowanie nie zajmuje tak wiele czasu jak się wydaje. Szczerze polecam, szczególnie na przednówku...
piątek, 27 stycznia 2017
Zimowa zupa jarzynowa z jarmużem i wędzoną papryką
Prosta zupa z dodatkiem jarmużu i aromatem wędzonej papryki, to dobra alternatywa dla swojskich grochówek, fasolówek czy kapuśniaków, które mroźną zimą rozpalają naszą wyobraźnię. Równie treściwa i bogata w białko (dzięki dodatkowi czerwonej soczewicy), spokojnie może być traktowana jako samodzielny posiłek. Idealna strawa na długo utrzymujące się mrozy...
czwartek, 15 grudnia 2016
Boczniakowa zupa bezrybna
Baza dzisiejszej zupy, to tak naprawdę produkt uboczny, bo wykorzystuje wywar pozostały po gotowaniu selerowych plastrów z przepisu na "selerybę" KLIK. Produkt uboczny, albo kolejny dobry powód żeby selera a'la ryba przygotować. Część mojej rodziny twierdzi nawet, że to seler a'la ryba jest ubocznym produktem pozostałym po przygotowaniu tej boskiej zupy ale... nie mnie rozstrzygać ;)
Tak czy siak jest to jedna z naszych ulubionych zimowych zup bulionowych. Może nie specjalnie wartościowa w warzywa czy białko, ale znakomita w roli przystawki do bardziej treściwego obiadu (czy kolacji). Roboczo nazywam ją zupą bezrybną (morski smak glonów potęguje rybne skojarzenia), ale nie umiem powiedzieć czy jest to faktycznie smak jakkolwiek zbliżony do klasycznej. Tą w każdym razie gorąco polecam.
wtorek, 27 września 2016
Krem z czerwonej soczewicy z mlekiem kokosowym
Coroczny rytuał wygrzewania się w nostalgicznym, jesiennym niskim słońcu, potrzebuje kilku atrybutów. Fotela ustawionego pod oknem, koca i aromatycznej zupy. Zupa krem sprawdza się tu najlepiej, dyniowa... lub jak ta dzisiejsza - z czerwonej soczewicy, podkręcona pomidorami i mlekiem kokosowym. Prosta i dość szybka w przygotowaniu, słoneczna, pachnąca rozgrzewającymi przyprawami... jedwabista.
Gorąco polecam.
piątek, 27 maja 2016
Botwinka mojej babci
Moje zabawy kulinarne mają swój niezmienny rytm. Po uwielbieniu oczywistych i sprawdzonych zestawień, niezmiennie zaliczam fazę znudzenia i kombinowania. Wywracam do góry nogami ulubione zestawienia, orientalizuję, albo upraszczam na maksa. Zachwycam się bezgranicznie... by spokojnie móc wrócić do wersji znanych "od zawsze".
Dzisiejsza botwinka to właśnie wersja klasyczna... albo prawie klasyczna, bo moja babcia (z przyczyn dla mnie niezrozumiałych) nie lubiła pietruszki i selera, więc jej oryginał tych warzyw nie zawierał. Zabielała też zupę klasyczną śmietaną, a nie roślinnym zamiennikiem, ale... śmiem twierdzić, że z łatwością by się dała oszukać, próbując naszej dzisiejszej wersji.
Podana z osobno gotowanymi ziemniakami i furą koperku, smakuje jak początek lata w czasach kiedy byłam dzieckiem :)
Podana z osobno gotowanymi ziemniakami i furą koperku, smakuje jak początek lata w czasach kiedy byłam dzieckiem :)
czwartek, 17 marca 2016
Rosół wege
Legenda rodzinna głosi, że to rosół uratował mojego ojca przed śmiercią głodową we wczesnym niemowlęctwie, kiedy to okazało się, że nie trawi mleka. Nie wiem na ile podkolorowana historia (bo trochę podkolorowana na pewno), ale od zawsze baaaardzo poruszająca moją wyobraźnię.
Umiłowania do rosołu jednak po ojcu nie odziedziczyłam - w dzieciństwie z talerza wybierałabym najchętniej tylko natkę pietruszki i makaron... Zdecydowanie bardziej pociągały mnie treściwe zupy w stylu harcersko-wojskowym (typu grochówka czy fasolowa), niż takie klarowne zupy nic... Do czasu.
Próżna dorosłość przyniosła rosołowy zachwyt, miłość do lubczyku i cierpliwego długiego warzenia strawy. Z czasem doceniłam delikatny, a jednocześnie wyraźny rosołowy aromat i subtelność formy - przekornie doceniłam dopiero w bezmięsnej wersji ;) Jednak, trochę zgodnie z rodzinną tradycją, przypominam sobie o rosole najczęściej w chwilach kryzysowych, takich jak ostatnie przeziębienie... Tak, rosół zdecydowanie ratuje życie :)
wtorek, 1 marca 2016
Krem z białych warzyw z czarną soczewicą
Zimowy klasyk, ratujący życie w czasie kiedy do sezonowych warzyw daleko, a nam znudziły się wszystkie kapuśniako-grochówki. Świetny jako strawa codzienna, ale daje też radę w roli dania na specjalne okazje. Sycąca, delikatna zupa... delikatna, ale na pewno nie nudna :)
poniedziałek, 22 lutego 2016
Krupnik wege
Sama nie wiem jakim cudem dotąd nie było na blogu tej zupy... Krupnik to zimowa podstawa i w sezonie pojawia się na naszym stole kilkukrotnie. Zwykle w takiej wersji jak poniższa, bardzo sycącej, bo uzupełnionej o czerwoną soczewicę w roli białkowej wkładki. Świetny w roli samodzielnego posiłku, np. na zimową obiadokolację po pracy.
Niby nic nowego (każdy przecież zna krupnik), ale na dni kiedy chodzą za nami klasyczne smaki, krupnik zawsze będzie idealny.
Niby nic nowego (każdy przecież zna krupnik), ale na dni kiedy chodzą za nami klasyczne smaki, krupnik zawsze będzie idealny.
niedziela, 29 listopada 2015
Krem z czerwonej soczewicy
Proste i szybkie w przygotowaniu zupy to podstawa, szczególnie w okresie jesienno-zimowym. Najlepiej takie, które nie wymagają wstępnego przygotowywania bulionów, robią się prawie same. są wysokobiałkowe, sycące, i rozgrzewające. Krem z warzyw i czerwonej soczewicy spełnia wszystkie te zadania i jest zwyczajnie pyszny. Idealny dla początkującego kucharza ... i dla zabieganych.
poniedziałek, 19 października 2015
Zupa dyniowo-paprykowa
Na blogu są już dwie wersje zupy dyniowej - mój ulubiony krem z pieczonej dyni i zupa dyniowo warzywna na mleku kokosowym. Pora na krem dyniowo-paprykowy, wyrazisty, z sycącym dodatkiem zielonej soczewicy, rozgrzewający, gęsty i aromatyczny. Idealny w roli dania obiadowego, lub gorącej jesiennej kolacji.
poniedziałek, 28 września 2015
Marokański krem z białej fasoli
Dziś przepis z typu "pocztówka z wakacji", trochę w ramach usprawiedliwienia mojego ostatniego zaniedbywania bloga, a trochę żeby samej sobie przedłużyć wakacyjne fascynacje. Ta zupa zaczarowała mnie w jednej z małych marakeskich knajpek i przyciągała w to samo miejsce kilkukrotnie. Pani która ją przygotowywała twierdziła, że to tradycyjny berberski przepis ale ... ręki za to oczywiście nie dam;) Tak czy siak jest pyszna, bardzo aromatyczna, rozgrzewająca i idealnie wpasowuje się w nasze jesienne klimaty. Odbiegająca dość mocno od smaku klasycznej fasolowej i przenosząca smakiem na inną, cieplejszą część globu.
sobota, 4 lipca 2015
Gazpacho z truskawkami
Pogodę mamy idealną na wszelakie chłodniki, orzeźwiające, lekkie i błyskawiczne w przygotowaniu. My nie jesteśmy fanami słodkich owocowych zup, więc występują one u nas tylko w wersji wytrawnej, ale często podkręcone o owocowym dodatkiem. Dziś namawiam na miks pomidorowo truskawkowy, mocno pikantny... czyli poczciwe gazpacho w trochę zmienionej wersji. Jest to jednak zestawienie zdecydowanie nie dla wszystkich ;)
sobota, 16 maja 2015
Krem z zielonych szparagów z czosnkiem niedźwiedzim
Krem szparagowy jest już na blogu, ale tylko w wersji białej, pora więc na krem zielony. Dzisiejszy to propozycja kremowej zupy bez zagęszczania, zabielania i bez konieczności wcześniejszego gotowania bulionu. Prosty, podkręcony porem i czosnkiem niedźwiedzim. Delikatny, pyszny... majowy. Jeżeli chcemy dla przełamania możemy go jeszcze uzupełnić na talerzu kleksem mleka kokosowego, gęstej migdałowej śmietanki lub jogurtu naturalnego, ale i bez tych zabiegów jest pyszny :)
sobota, 11 kwietnia 2015
Zupa pieczarkowo-fasolowa
Gęsta, pieczarkowa zupa, ale bez grama mąki czy śmietany.
Wymyślił ją kilka lat temu mój mąż, w odpowiedzi na moje wybrzydzanie, że zwykła śmietanowa pieczarkowa to zupa nic - kalorie praktycznie bez składników odżywczych. Patent z fasolą jest prosty, genialny i ... nie nowy. Zabielanie zup strączkowymi, widziałam już oczywiście wielokrotnie (głównie na wegańskich blogach), ale dla nas to wtedy nie było takie oczywiste ;) Fasola sprawdza się tu idealnie - świetnie się łączy z pieczarkami i stanowi kremową bazę - jest delikatna, choć ciągle delikatnie wyczuwalna w smaku. Ten przepis polecam szczególnie dietującym i tym, którzy z jakiś przyczyn unikają nabiału czy glutenu, a lubią konsystencję i kremowość klasycznych, zabielanych zup. Nie można jej chyba nie polubić, my w każdym razie nigdy już nie wróciliśmy do zwykłej wersji :)
środa, 18 marca 2015
Grochówka w wersji wege
Grochówka to jedna z tych zup, która zwykle mięsojadom wydaje się być niemożliwa do zrealizowania w wersji wege. Oczywiście niesłusznie :)
Zawsze ją uwielbiałam i kiedy zmieniłam nawyki żywieniowe, grochówkę bez mięsnej wkładki robiła dla mnie babcia, przełykając z bólem "kaprysy" zbuntowanej nastolatki.
Liczyła wtedy po cichu, że bezmięsność z czasem mi przejdzie, ale ja zaprzyjaźniłam się na dobre i z jej grochówką w wersji wege i ze swoim zbuntowanym talerzem. A może to własnie ona pokazała mi niechcący, że wegetarianizm nie oznacza rezygnacji z ulubionych smaków...
Dziś nie robię tej zupy często, ale raz na jakiś czas, proszą o nią moje chłopaki, a i ja z przyjemnością karmię wtedy własne sentymenty. Grochówka syci jak żadna inna zupa i jak wszystkie smaki z dzieciństwa - krzepi duszę :)
Liczyła wtedy po cichu, że bezmięsność z czasem mi przejdzie, ale ja zaprzyjaźniłam się na dobre i z jej grochówką w wersji wege i ze swoim zbuntowanym talerzem. A może to własnie ona pokazała mi niechcący, że wegetarianizm nie oznacza rezygnacji z ulubionych smaków...
Dziś nie robię tej zupy często, ale raz na jakiś czas, proszą o nią moje chłopaki, a i ja z przyjemnością karmię wtedy własne sentymenty. Grochówka syci jak żadna inna zupa i jak wszystkie smaki z dzieciństwa - krzepi duszę :)
poniedziałek, 9 marca 2015
Zupa krem z marchewki
Krem z marchwi można kochać na zabój, albo go nie znosić. Nie wszystkich przekonuje słodycz duszonej marchewki, ale my należymy (na szczęście) do tej pierwszej frakcji :)
Trzeba tylko pamiętać, że to nie ten rodzaj zupy, której zjada się wielką porcję. Mała miseczka aromatycznego kremu, w sam raz żeby pobudzić, ale nie zamęczyć kubków smakowych - to najlepsza opcja.
W naszej wersji dominuje imbir, a kolendra i kumin delikatnie schodzą na dalszy plan, ale oczywiście tymi przyprawami można dowolnie żonglować... zgodnie z własnymi preferencjami. Nie warto tylko pomijać kozieradki, to dzięki niej zupa nie potrzebuje bulionu ;)
W naszej wersji dominuje imbir, a kolendra i kumin delikatnie schodzą na dalszy plan, ale oczywiście tymi przyprawami można dowolnie żonglować... zgodnie z własnymi preferencjami. Nie warto tylko pomijać kozieradki, to dzięki niej zupa nie potrzebuje bulionu ;)
poniedziałek, 23 lutego 2015
Barszcz ukraiński
Luty nie jest łaskawy dla roślinożercy - w warzywniaku z rodzimych warzyw zostały prawie tylko te kapuściane i korzeniowe, więc pozostają nam głównie wariacje na ich bazie. To jednak wcale nie tak mało jak się może wydawać :) Końcówka sezonu zimowego, to dobra pora na przypomnienia sobie wszystkich treściwych, tradycyjnych "polskich" zup. Krupnik, ogórkowa, kapuśniak i różnego rodzaju barszcze - to ciągle dobry moment na nie. Poza tym, że sycąca zupa ze strączkowymi (czy kaszą) to świetne, rozgrzewające danie, to wszelkiego rodzaju kiszonki (obok kiełków) są doskonałym zastrzykiem witamin i dobrym sposobem na wzmocnienie odporności... rzecz nie do przecenienia na przednówku.
Dziś na tapecie barszcz ukraiński. Dobrze znana, tania i sycąca zupa, która tak naprawdę sama w sobie może służyć za pełnowartościowy posiłek.
Jako, że jestem uzależniona od pieczenia warzyw (a w szczególności buraków ;), mój przepis na barszcz ukraiński opiera się na burakach pieczonych... ale oczywiście nie musi ;)
Dziś na tapecie barszcz ukraiński. Dobrze znana, tania i sycąca zupa, która tak naprawdę sama w sobie może służyć za pełnowartościowy posiłek.
Jako, że jestem uzależniona od pieczenia warzyw (a w szczególności buraków ;), mój przepis na barszcz ukraiński opiera się na burakach pieczonych... ale oczywiście nie musi ;)
czwartek, 12 lutego 2015
Zupa krem z białej fasoli z jabłkiem
Delikatna kremowa zupa, z leciutko słodkawą nutą i "drugim dnem" w postaci aromatu duszonego z jabłkiem czosnku. Mogłabym się długo nad nią rozwodzić, z zachwytem aż do granic egzaltacji, ale ... oszczędzę Wam czytania, a sobie wstydu. Powiem tylko oględnie, że jest PYSZNA :)
Prosta w przygotowaniu, choć nie szybka - fasola ma swoje ograniczenia czasowe....
Zazwyczaj przyrządzałam tą zupę z klasycznie moczonej przez noc i gotowanej (jak w TYM przepisie) fasoli. Ostatnio jednak, bardzo mi przypadła do gustu metoda miłośniczki Pięknego Jasia - Pani Janiny Molek ( PRZEPIS na jej stronie). Polecam. Ja nie widzę różnic jeśli chodzi o działanie na przewód pokarmowy (tak czy siak fasola mi nie szkodzi), ale gotowana w ten sposób wychodzi przepyszna, słodka i rozpływająca się w ustach i... nie trzeba jej wcześniej namaczać. Warto choć raz spróbować ugotować fasolę tą metodą, a do zupy zdecydowanie warto wracać wielokrotnie :)
Subskrybuj:
Posty (Atom)



















