sobota, 11 kwietnia 2020

Sałatka jarzynowa, wegańska

Weganizowanie sałatki jarzynowej postępowało u nas w domu etapami, był czas kiedy dodawałam jeszcze do niej jajek, ale już bezjajeczny majonez (klasyczny kupny to najgorszej jakości jajka i najgorzej traktowane kury). Całkowite jej zweganizowanie okazało się jednak prostsze niż mi się wydawało i nawet wegetariańska część familii przyjęła to bez jakiegokolwiek buntu.
Wersja bezjajeczna wymaga jednak kilku drobnych zmian, dodatku soli kala namak (jej nie da się uniknąć bo zastępuje smak jajka), dodatku kukurydzy (słodkawy smak, kolor i dobra konsystencja) i dodatku gotowanego selera, którego wcześniej unikałam.
Nie zmieniło się za to najważniejsze: warzywa MUSZĄ być gotowane na parze (te po gotowaniu bulionu można użyć do wszelakich pasztetów, ale nie do sałatki), ziemniaki jeszcze dodatkowo MUSZĄ być gotowane w łupinach, a kiszone ogórki MUSZĄ być najlepsze (u mnie domowe) tj. jędrne, aromatyczne, prawdziwie kiszone, a nie pachnące plastikową beczką i szmatą...
Nie zmieniło się też to, że w jej wielkanocnej wersji  uwielbiam dodatek obgotowanych kiełków fasolki mung, bo pachną wiosną i smakują jak młody groszek :)



czwartek, 9 kwietnia 2020

Sernik jaglany na zimno z makiem i czekoladą

Dziś chciałabym się zderzyć z mitem, że "sernik" z kaszy jaglanej to obłęd nawiedzonego fit roślinożercy. Ten z poniższego przepisu nie jest specjalnie dietetyczny i kiedy tylko dać mu się przegryźć, nie trąci zdrową, "trawiastą" nutą, która często skutecznie odstrasza od wegańskich słodyczy. Poza tym żaden z 4 wszystkożerców, których częstowałam nim ostatnio nie zgadł z czego jest zrobiony, a ja biorę to za dobrą monetę bo... część z nich twierdzi, że nie znosi kaszy jaglanej ;) Polecam, nie tylko od święta.



środa, 18 marca 2020

Kimchi

Przedwiośnie i wirusowe szaleństwo to oczywiście idealny czas na kiszonki. Kimchi to jedna z moich ulubionych, a ostatnio też moje największe uzależnienie. Przygotowanie jej nie jest specjalnie trudne, choć wymaga trochę czasu i cierpliwości (czekanie aż sfermentuje to najtrudniejszy etap)
Polecam bardzo, nie tylko w czasach zarazy :)



czwartek, 13 lutego 2020

Pieczone bataty z brukselką, orzechami i granatem

Końcówka zimy, nawet takiej kiepskiej jak ta, to moment kiedy jadę na ostatnich kulinarnych oparach. Wszystkie korzeniowe warzywa zaczynają mi się już przejadać i tęsknię za kolorowym letnim talerzem. W takich momentach dobrze sprawdza się ciągle jeszcze dostępna brukselka, pachnące latem suszone pomidory i słodkie pieczone bataty o cudnie słonecznej barwie. Pestki granatu dopełnią paletę barw i smaków, a ja przewrotnie się uśmiecham na myśl, że prędzej niż się spodziewamy przyjdzie czas, kiedy znów będziemy się cieszyć sezonem na brukselkę :)



piątek, 17 stycznia 2020

Drożdżówki z syropem klonowym i orzechami pekan

Ciepła drożdżówka podana z kubkiem kawy do łózka, to coś czemu się oprzeć nie umiem, mimo że do szczególnych miłośników drożdżowego ciasta nie należę (w przeciwieństwie do mojego męża).
Pachnące, aromatyczne mięciutkie i ... takie które rosną w nocy, tj których przygotowanie możemy zacząć dzień wcześniej i ograniczyć czas czekania na nie o poranku :)
Ten przepis, to zweganizowana wersja przepisu z niezawodnych Moich Wypieków KLIK
Gorąco polecam na nadchodzący weekend, na walentynki i każdy inny moment, kiedy potrzebujemy sobie podbić nastój ;)



czwartek, 12 grudnia 2019

Gnocchi ziemniaczano dyniowe z pesto

Ja wiem, że wszystkim już w głowie barszcze, grzyby, pierniki i makowce, ale ja jeszcze ciągle nie mogę się odczepić od dyni. Sprzyja temu tegoroczna długa i ciepła jesień, oraz moje tegoroczne przedświąteczne rozmemłanie w klimacie: "święta jak co roku zaskoczyły drogowców". Pocieszam się, że coś przecież w tym przedświątecznym czasie jeść trzeba i... że i tak ze wszystkim zdążę ;)



wtorek, 5 listopada 2019

Kotlety pieczarkowe


Kotlety pieczarkowe (obok sojowych "schabowych"), były moim głównym obiadowym zamiennikiem mięsa, w zamierzchłych latach 90. Do dziś mam do ich spory sentyment i z rozrzewnieniem wspominam ich babciną, czy mamina wersję. Były klasyczne w smaku i mocno pieczarkowe, ale też ze sporym dodatkiem jajka (wieczna obsesja, że nastolatka potrzebuje duuuuużo białka).
Moja dzisiejsza wersja, to zabawa z tamtym  klasycznym smakiem, wzbogacona białkiem z fasoli, a przyrządzona tak, że nie wymaga stosowania zagęszczaczy, typu płatki owsiane czy kasza jaglana. Kotlety, które idealnie się sprawdzą w zestawie z ziemniaczanym pure i klasyczną surówką.