Pewnie to zabrzmi dziwnie, ale burgery to temat dla mnie dość nowy... Same kotlety bezmięsne to oczywiście codzienność, ale jako, że bezmięsna zrobiłam się w czasach, kiedy jeszcze w kraju nad Wisłą kotleta w bułce nie podawano, ominęła mnie ta przyjemność. Ominęła na długie lata.
Dołożyło się do tego niefajne (i niesłuszne) skojarzenie burgerów z czymś niezdrowym i to wystarczyło, żeby nie wpadać na podobne pomysły, albo zostawić je mięsożercom.
Jakieś trzy lata temu dzieciaki zakomunikowały, że nie jadły nigdy czegoś takiego, jak podawany w ramach obiadu, bułkowy burger na ciepło i że chcą.
Zrobiliśmy toto i ... szajba zawitała z opóźnieniem i do nas.
Pełnią u nas rolę "męskiego" obiadu-nieobiadu i wymiennie, z nieśmiertelnym spaghetti, pojawiają się kiedy matka wybędzie z domu bo "komu by się chciało gotować kaszę czy obierać ziemniaki " :P
Dziś przedstawiam wersję zieloną - soczewicowego burgera z brokułem, ale równie dobrze sprawdzą się też te fasolowo - buraczane, które opisywałam jakiś czas temu.
Takich podawanych w pełnoziarnistej bułce, z masą warzyw i domowym keczupem i sosem z awokado, nie można się nawet czepiać, że niezdrowe :)
Nasi młodzi lubią klasyczne - z żółtym serem, warzywami, mnóstwem sosu czosnkowego i keczupu, ja z furą rukoli i z dodatkowymi plastrami awokado.