Wymyślił ją kilka lat temu mój mąż, w odpowiedzi na moje wybrzydzanie, że zwykła śmietanowa pieczarkowa to zupa nic - kalorie praktycznie bez składników odżywczych. Patent z fasolą jest prosty, genialny i ... nie nowy. Zabielanie zup strączkowymi, widziałam już oczywiście wielokrotnie (głównie na wegańskich blogach), ale dla nas to wtedy nie było takie oczywiste ;) Fasola sprawdza się tu idealnie - świetnie się łączy z pieczarkami i stanowi kremową bazę - jest delikatna, choć ciągle delikatnie wyczuwalna w smaku. Ten przepis polecam szczególnie dietującym i tym, którzy z jakiś przyczyn unikają nabiału czy glutenu, a lubią konsystencję i kremowość klasycznych, zabielanych zup. Nie można jej chyba nie polubić, my w każdym razie nigdy już nie wróciliśmy do zwykłej wersji :)
sobota, 11 kwietnia 2015
piątek, 10 kwietnia 2015
Pęczotto z pomidorami
Słowo "pęczotto" zadomowiło się na dobre w naszym języku, tak jak i samo danie - udany romans kuchni polskiej z włoską. Dzisiejsze pęczotto, to jednocześnie jedna z moich ulubionych wersji tej potrawy. Wyraźne w smaku, a lżejsze niż klasyczne i idealne dla abstynentów ;) Dzięki dodatkowi suszonych pomidorów nie potrzebujemy tu ani wina, ani tony parmezanu, ale oczywiście możemy ser dodać (z nim pęczotto będzie po prostu jeszcze lepsze).
Bardzo polecam, szczególnie tym, którzy jak ja - kończąc zapasy ubiegłorocznych pomidorowych zapraw, z wytęsknieniem wypatrują sezonu na ukochane pomidory.
piątek, 3 kwietnia 2015
Rolada szpinakowo chrzanowa
W dzieciństwie wszelakie rolady kojarzyły mi się ze szczytem wykwintności... później (w wieku nastoletnim) raczej ze szczytem obciachu i "ciotkowaniem" :)))) Dziś bardzo lubię takie wytrawne, twarogowo-szpinakowe cosie. Polecam szczególnie tym, którzy szukają czegoś lżejszego na uzupełnienie świątecznego menu. Taka rolada świetnie wygląda na stole, a w przygotowaniu nie jest tak trudna jak się wydaje ;) W wersji świątecznej koniecznie z chrzanem, ale przy innych okazjach, można kombinować z nadzieniem do woli, dorzucając do serka np. suszone pomidory i oliwki.
niedziela, 29 marca 2015
Tarta z białej czekolady z pieprzem
Dziś wpis z okazji pierwszej rocznicy bloga i przewrotnie nie będzie ani dietetycznie, ani wegańsko, ani bezglutenowo :)
To jeden z moich ulubionych deserów, na nasze prywatne specjalne okazje :) Robię go od wielu lat, a powstał jako zabawa w negatyw klasycznego zestawu: gorzka czekolada i chilli. Pieprz świetnie równoważy przesadną słodycz białej czekolady i ciasto jest dzięki niemu słodkie, ale nie mdłe. Przyprawy korzenne (w niewielkiej ilości) dodają całości głębi i mimo, że zwyczajowo łączymy je raczej z kakao, grają tu bardzo dobrze, dodając pazura.
Z góry zaznaczam, że ogólnie nie jestem fanką białej czekolady, ale tą tartę kocham miłością gorąca i wierną... choć (z racji tłustości) pojawia się na naszym stole tylko od wielkiego dzwonu ;)
sobota, 28 marca 2015
Pieczeń z selera
To danie chodziło za mną długo, tj odkąd zobaczyłam je w książce Jamiego Olivera. Później przypomniała mi o nim Sylwia, z zaprzyjaźnionego bloga chlebem i solą i już nie było odwrotu :) Od tego czasu robiłam pieczeń z selera już kilkukrotnie, bo oczywiście jest wyśmienita.
Ja najbardziej lubię podaną z gęstym i wyraźnie kwaskowym sosem pieczarkowo - porowym (jak poniżej), ale polecam też przy tej okazji wypróbować pieczeniowy sos Marty Dymek z Jadłonomii.
Seler przygotowany w ten sposób jest delikatny, orzechowy, kremowy w środku, z pysznie aromatyczną skórką i ... daje sporo możliwości smakowych, bo zestaw przypraw możemy zmieniać w zależności od osobniczych preferencji (ja zmieniam zioła, ale zawsze zostaję przy jałowcu, wędzonej papryce i kolendrze). Przypadnie do gustu wszystkim miłośnikom selera i tym, którzy zwyczajnie lubią zabawę w kuchni.
Świetnie sprawdzi się w roli świątecznego obiadu ... ale na pewno zapoczątkuje sporo dyskusji przy stole ;)
Ja najbardziej lubię podaną z gęstym i wyraźnie kwaskowym sosem pieczarkowo - porowym (jak poniżej), ale polecam też przy tej okazji wypróbować pieczeniowy sos Marty Dymek z Jadłonomii.
Seler przygotowany w ten sposób jest delikatny, orzechowy, kremowy w środku, z pysznie aromatyczną skórką i ... daje sporo możliwości smakowych, bo zestaw przypraw możemy zmieniać w zależności od osobniczych preferencji (ja zmieniam zioła, ale zawsze zostaję przy jałowcu, wędzonej papryce i kolendrze). Przypadnie do gustu wszystkim miłośnikom selera i tym, którzy zwyczajnie lubią zabawę w kuchni.
Świetnie sprawdzi się w roli świątecznego obiadu ... ale na pewno zapoczątkuje sporo dyskusji przy stole ;)
czwartek, 26 marca 2015
Majonez z fasoli
Majonez to temat na wiele dyskusji... Jedni go przeklinają za kalorie, inni za nieetyczność (jajka), a jeszcze inni kochają bezkrytycznie i używają do wszystkiego (np moja domowa trójka facetów). Tak czy siak większość z nas, bez względu na jakiekolwiek argumenty, ma takich kilka potraw, które bez majonezu nie istnieją i tyle.
Mimo, że jadam jajka, lubię bezjajeczne majonezowe eksperymenty (sojowy, z awokado czy słonecznikowy). Samo ich wytwarzanie jest przyjemne i "ekscytujące", są zdrowsze i zwykle dużo lżejsze niż kupny majonez jajeczny i o wiele prostsze do zrobienia niż klasyczny domowy (nie ma ryzyka, że się zwarzy, nawet jak nie wszystkie składniki będą w identycznej temperaturze).
Bez względu czy można takie sosy zwać majonezami czy nie, warto z nimi poeksperymentować np. właśnie w te święta, by choć trochę ograniczyć jajeczne szaleństwo i nie jeść jajka z jajkiem, do jajka....
Dzisiejszy, fasolowy patent zawdzięczam pomysłowi WeganNerd KLIK. Jest pyszny w jej wydaniu, świetny w roli sosu chrzanowego, lub jak u mnie dziś - z dodatkiem pieczonego czosnku, słodkiego i mniej inwazyjnego niż czosnek surowy.
Taki majonez/sos świetnie się sprawdza do faszerowanych jajek, pieczonych ziemniaków, sałatki ziemniaczanej, grzanek i wszystkiego tego, czego nie wyobrażamy sobie bez majonezu.
Taki majonez/sos świetnie się sprawdza do faszerowanych jajek, pieczonych ziemniaków, sałatki ziemniaczanej, grzanek i wszystkiego tego, czego nie wyobrażamy sobie bez majonezu.
Baaaaardzo polecam.
Pasztet z czerwonej soczewicy z suszonymi pomidorami i pistacjami
To ostatnio zdecydowanie nasz pasztet nr 1... i coś czuję, że prędko nam się nie znudzi ;) Jeśli boicie się, że czerwona soczewica i marchewka dają nudną i mdłą masę to zdecydowanie zapewniam, że tu nic podobnego się nie wydarzy. Pasztet jest wsamraśnie pikantny dzięki chilli, kolendrze i czarnuszce, cudny aromat zawdzięcza suszonym pomidorom i miłe podkręcenie kawałkom pistacji. A poza tym wszystkim, jak każdy pasztet z czerwonej soczewicy ma dodatkowy wielki plus - jest jednym z prostszych i szybszych do przygotowania, (jak wiadomo czerwona soczewica nie wymaga moczenia i gotuje się najszybciej ze wszystkich strączków).
We wszystkich pastach i pasztetach unikam mąk, płatków i kasz (fakt że pasztety zwykle jemy z chlebem jakoś mnie nie zachęca do mnożenia zbożowych), więc zamiast zwyczajowych płatków owsianych czy bułki tartej, zagęszczam masę zmielonymi migdałami. Dzięki nim jest zdrowszy, jeszcze lepszy w smaku, zwarty, ale i kremowy.
We wszystkich pastach i pasztetach unikam mąk, płatków i kasz (fakt że pasztety zwykle jemy z chlebem jakoś mnie nie zachęca do mnożenia zbożowych), więc zamiast zwyczajowych płatków owsianych czy bułki tartej, zagęszczam masę zmielonymi migdałami. Dzięki nim jest zdrowszy, jeszcze lepszy w smaku, zwarty, ale i kremowy.
Można go upiec jak ja dziś - w tradycyjnej keksówce, albo wykorzystać do tego formę na muffiny. Takie paszteciki pieką się szybciej, a część można bez problemu zamrozić na inne, mniej specjalne okazje :)
Subskrybuj:
Posty (Atom)






